Każda osoba sprawująca opiekę rodzinną nad starszą osobą na pewno zna ten początek zdania. Można je różnie dokończyć:
a) Nikogo nie obchodzi, że ja mam także swoje życie.
b) Nikogo nie obchodzi, że ja nie wiem, skąd mam brać pieniądze na lekarstwa.
c) Nikogo nie obchodzi, że ja mam zwyrodnienie kręgosłupa.
d) Nikogo nie obchodzi, że ja też mam chwilami wszystkiego dosyć.
e) Nikogo nie obchodzi, że ja muszę zrobić remont łazienki.
f) Nikogo nie obchodzi to, że ja od dwóch lat słyszę, że jestem najgorsza na świecie.
Zwykliśmy jako odbiorcy takich narzekań odpowiadać zdawkowo, często też mało skutecznie. Mówimy: „Każdy ma ciężko” albo „Nie przesadzaj, inni mają gorzej”. Jest różnica w tych odpowiedziach. Pierwsza niekoniecznie przyniesie ulgę, ale może budować poczucie wspólnoty: nie tylko ty tak masz, nie tylko tobie jest trudno. Ma to szczególne znaczenie podczas spotkań grup opiekunów i opiekunek, gdzie doświadczenie jednej osoby może zostać rozpoznane przez innych. Druga odpowiedź robi coś zupełnie innego. „Inni mają gorzej” zaprasza do niepotrzebnej licytacji na cierpienie. Co więcej – i to jest szczególnie ważne – może przesunąć osobę mówiącą o swoim problemie na sam koniec listy tych, których potrzeby zasługują na uwagę.
Tymczasem za każdym z wymienionych „narzekań” kryje się inna historia. Zmęczenie. Bezradność. Złość. Problemy finansowe. Własna choroba. Czasem poczucie winy, że w ogóle pomyślało się o sobie.
Dlaczego tak mówimy?
• Jako opiekunowie mamy poczucie osamotnienia i izolacji. Czujemy, że cały ciężar spoczywa na nas a otoczenie ignoruje nasze potrzeby, zdrowie i zmęczenie.
• Odczuwamy kontrast między własnym poświęceniem a brakiem docenienia, wsparcia czy zauważenia ze strony innych członków rodziny.
• Zauważamy, że pomijamy siebie nawet we własnych myślach, planach na jutro. Przygotowujemy posiłki dla osoby podopiecznej a sami jemy „przy okazji” a czasami „co popadnie”. I nagle pojawia się w nas odkrycie tej sytuacji i gorący sprzeciw.
• Pod tym zdaniem często kryje się gniew na rodzeństwo, partnera lub samego chorego, czemu towarzyszy silne poczucie winy.
A teraz zwróćmy też uwagę na emocje i gesty osoby mówiącej do nas „Nikogo nie obchodzi to, że ja…”

Zwróćmy uwagę, że Opiekunka wypowiada te słowa, patrząc na drugą kobietę. Nie szkodzi, że dużo młodszą. Być może właśnie w niej szuka kogoś, kto zrozumie, że poza rolą opiekunki nadal jest po prostu kobietą. Chce dobrze wyglądać, ładnie się ubrać, podobać się innym. Chce być przez kogoś zauważona, przytulona, może nawet podziwiana. Chce mieć własne plany, potrzeby i pragnienia.
Gest otwartych rąk wyraża oczekiwanie na pomoc, ale także gotowość, by ją przyjąć. Jakby Opiekunka chciała powiedzieć: „Zobaczcie, jaki ciężar dźwigam. Czy ktoś może choć na chwilę pomóc mi go unieść?”
Mimika twarzy sugeruje, że opiekunka dobrze zna tę opowieść o własnym losie. Nie wypowiada tych słów po raz pierwszy. Mówiła o tym już wcześniej, być może wielokrotnie. Jako partnerzy rozmowy potrafimy to wychwycić: rozpoznajemy szybkość i sprawność przywołania emocji, tonu i sposobu opowiadania. Jako rozmówcy możemy to odczytać jako sygnał: „Ona znowu narzeka”. I właśnie tutaj kryje się pułapka. To, że czyjaś twarz z łatwością przybiera często praktykowany wyraz żalu, nie oznacza, że przeżywany problem jest mniej ważny albo mniej rzeczywisty.

Gest opiekunki przywołuje dobrze jej znaną sytuację: kalkulowanie codziennych wydatków, szukanie rezerw w domowym budżecie, zastanawianie się, z czego można jeszcze zrezygnować, żeby wystarczyło na to, z czego zrezygnować się nie da. W tej chwili ona nawet nie widzi tych, których „to nie obchodzi”. Widzi raczej siebie w kolejnej, powtarzającej się próbie pogodzenia wydatków z pieniędzmi, którymi dysponuje.
Chwycenie się za głowę nie wygląda tu na gest wykonywany na pokaz. To gest zaczerpnięty z codzienności: z przeglądania paragonów z apteki, rachunków i innych wydatków. Z ponownego sprawdzania, czy wszystko się zgadza. I z tej szczególnej chwili, kiedy rachunek się zgadza, ale człowiek nie może się pogodzić z tym, jak wysoka wyszła suma.
Mimika Opiekunki sugeruje potrzebę chwilowego zerwania kontaktu wzrokowego z innymi. Jakby na moment chciała pozostać sama ze swoim problemem. Takimi chwilami najczęściej z nikim się nie dzielimy. Są częścią codziennej samodzielności: liczenia, decydowania, szukania rozwiązania i radzenia sobie mimo trudności. Opiekunka niekoniecznie chce, żeby ktoś zobaczył jej twarz w kłopocie. Chce raczej, żeby ktoś dostrzegł coś, co łatwiej przeoczyć – ile wysiłku kosztuje ją ta codzienna samodzielność.

Każdy z nas odruchowo wskazuje lub dotyka miejsca, które często boli – nawet jeśli akurat w chwili, gdy o bólu opowiadamy, nie odczuwamy go szczególnie mocno. Gest staje się wówczas umownym znakiem: „to tutaj jest mój problem”.
W sytuacji pokazanej na ilustracji łatwo jednak o błąd komunikacyjny. Mężczyzna w okularach mógłby na przykład odruchowo skierować wzrok na wskazywane miejsce, jakby próbował ocenić źródło bólu. Tymczasem – zakładamy, że nie jest lekarzem – nie tego oczekuje od niego Opiekunka. Ona sama wie, że posługuje się umownością gestu. Nie pokazuje miejsca, które należy obejrzeć, lecz za pomocą gestu opowiada o swoim doświadczeniu. Warto więc, aby reakcja rozmówcy pozostała na tym samym poziomie: nie diagnozowania, lecz rozumienia tego, co Opiekunka chce swoim gestem przekazać.

Dostrzegamy tu bardzo ważne sygnały komunikacji niewerbalnej – „mowy ciała”. Przez większą część rozmowy torebka opiekunki wisiała na krześle i jako rekwizyt właściwie nie istniała. Teraz pojawia się w jej dłoni. I dzieje się to właśnie wtedy, gdy opiekunka mówi o granicy własnej wytrzymałości: „ja też mam chwilami wszystkiego dosyć”. Torebka staje się elementem niewypowiedzianego komunikatu: „Mogę zabrać to, co moje, wstać i wyjść”. Nie musi to być jednak gest desperacji ani zapowiedź rzeczywistego wyjścia. Można dostrzec w nim również coś przeciwnego – przypomnienie o własnej odrębności i sprawczości. Torebka zawiera przecież „moje rzeczy”. Przytrzymując ją, opiekunka jakby upewniała się, że mimo przeciążenia nadal pozostaje sobą. Z problemu chce wyjść nie tylko jako osoba, która sobie z nim poradziła, ale także jako osoba, która ocaliła własną tożsamość.
Jak reagować na taki komunikat? Odruchowo możemy poszukać wzrokiem innych uczestników grupy. Ważne jednak, aby taka wymiana spojrzeń nie stała się powtarzalnym sposobem reagowania na wypowiedzi jednej osoby, bo wtedy łatwo może zostać odebrana jako zniecierpliwienie albo porozumiewanie się ponad jej głową. Jeśli pozostaje naturalnym elementem rozmowy, Opiekunka może dostrzec w krótkiej wymianie spojrzeń zupełnie coś innego: „Moje słowa poruszyły grupę i uruchomiły wspólne myślenie o pomocy”.

Czasami u rozmówców pojawiają się tak zwane „gesty ilustracyjne”. Są to ruchy dłoni i ciała, które obrazują, uzupełniają albo podkreślają wypowiadane słowa. W naszym przypadku opiekunka za pomocą takiego gestu na chwilę przenosi rozmówców do własnej łazienki. Możemy się domyślać, że problem dotyczy sufitu – być może jego naprawy, odnowienia czy zabezpieczenia.
Z jej mimiki możemy również odczytać, że nie chodzi tu o kaprys ani o zmianę wystroju na bardziej modny. To raczej coś, co trzeba naprawić, żeby przywrócić zwykły komfort korzystania z łazienki. Być może goście odwiedzający jej dom nawet nie zauważają tego, co ona dostrzega za każdym razem, gdy podnosi głowę. My, jako rozmówcy, możemy jednak spróbować to zobaczyć, choćby dzięki jej opowieści.
I tutaj pojawia się coś ważnego. Czasami rozmowa o tym, jakiej farby użyć do łazienkowego sufitu, może okazać się bardziej pomocna niż kolejna rada, że dla własnego dobrostanu warto codziennie wyjść na samotny spacer. Nie każdy problem opiekuna trzeba natychmiast sprowadzać do problemu opieki.

W tej scenie komunikacja niewerbalna staje się niemal ważniejsza od wypowiedzianego zdania. Opiekunka przestaje szukać kontaktu wzrokowego. Pochyla głowę, zamyka sylwetkę, a chusteczką ociera łzy. Jej ciało nie zwraca się już ku rozmówcom, jak we wcześniejszych sytuacjach. Nie próbuje gestem objaśniać problemu ani przekonywać innych do swoich racji. Wycofuje się. Możemy to odczytać jako moment, w którym opowiadanie o trudnym doświadczeniu przestaje być relacją o problemie, a staje się jego ponownym przeżywaniem. Ważną rolę odgrywa brak kontaktu wzrokowego. Opiekunka nie sprawdza reakcji innych, nie obserwuje, czy jej wierzą, czy współczują, czy przygotowują odpowiedź. Na chwilę pozostaje sama ze swoimi emocjami. To istotna wskazówka dla rozmówców: być może właśnie teraz nie potrzebuje kolejnego pytania, komentarza ani rozwiązania. Potrzebuje czasu, aby emocja mogła wybrzmieć.
Inaczej zachowuje się kobieta siedząca obok. Wyciąga rękę i kładzie ją na ramieniu opiekunki. Dotyk zastępuje słowa. Nie zatrzymuje płaczu, nie próbuje odwrócić uwagi, nie mówi gestem „weź się w garść”. Przekazuje raczej prosty komunikat: „Jestem tutaj”. W komunikacji niewerbalnej taki gest może być bardzo silnym znakiem bliskości. Pod warunkiem oczywiście, że relacja między osobami pozwala na dotyk i że osoba pocieszana go akceptuje. Warto takie reguły ustalić. I nawet jeśli nam się wydaje, że nie ma w tym nic złego, zapytać: czy mogę cię dotknąć?
Mężczyzna reaguje jeszcze inaczej. Pozostaje w pewnym oddaleniu i nie próbuje powtarzać gestu kobiety. To także może być właściwa reakcja. W sytuacji silnych emocji nie wszyscy uczestnicy rozmowy muszą pocieszać w ten sam sposób. Jego zwrócenie ciała i uwagi ku opiekunce może wystarczyć, aby pozostał uczestnikiem tej chwili, nie naruszając jej przestrzeni.
Ilustracja pokazuje więc coś istotnego: dobra odpowiedź na emocje nie zawsze musi przybrać formę słów. Czasem będzie nią dotyk, czasem uważne spojrzenie, a czasem powstrzymanie się od działania. Najważniejsze, aby nie odbierać osobie przeżywającej emocje prawa do chwili, w której nie musi już niczego wyjaśniać.









