Takie pytanie zadała pani Honorata, która od kilku lat samodzielnie opiekuje się swoją mamą.
Mama – pani Elżbieta – jest osobą sprawną intelektualnie i kontaktową, wymaga jednak niezwykle uważnej opieki z powodu postępującej, nieuleczalnej choroby neurologicznej. Problemy związane są z chodzeniem, jedzeniem i myciem. Wszystkie te czynności pani Elżbieta wykonuje bardzo wolno, bywając trochę nieobecną, a przede wszystkim – z perspektywy córki – zupełnie obojętną na jej starania.
– Mamo, a dziś na deser zjemy twoją ulubioną galaretkę z truskawkami.
I co? Cisza.

Zamiast „dziękuję” Honorata usłyszała:
– Ty lepiej kup mi nowe papcie.
Jeszcze tego samego dnia, przed kolacją, odbyło się przymierzanie nowych papci. Honorata, korzystając z uprzejmości znajomej sprzedawczyni, przyniosła trzy pary.
– Mamusiu, zobacz, które najbardziej ci się podobają?
– Żadne.
– A jakie chciałabyś?
– Takie same jak te stare, tylko nowe.
Honorata stanęła na głowie. Nie znalazła w Internecie takich samych papci. Kupiła więc bardzo podobne i własnoręcznie poprzyszywała do nich pompony, aby jak najbardziej przypominały te, które mama nosiła do tej pory i które rzeczywiście były już mocno zużyte.
Pani Elżbieta spojrzała chłodno na efekt tych starań, pozwoliła jednak od razu założyć sobie papcie. Kazała się nawet zaprowadzić do lustra w przedpokoju, w którym można zobaczyć całą sylwetkę, łącznie z butami. Widać było, że jest zadowolona, a duże, czerwone pompony sprawiły jej dodatkową radość. Uśmiechnęła się nawet. Ale chyba do siebie samej. Bo znowu zabrakło jednego słowa: dziękuję.

Przyjrzyjmy się tej historii.
- Mama Honoraty, podobnie jak wiele osób znajdujących się w podobnej sytuacji, może odczuwać złość na własną zależność. Kiedyś „zarządzała” domem, prowadziła kuchnię i kupowała dzieciom wszystko, czego potrzebowały w domu i w szkole. To ona podejmowała decyzje i troszczyła się o innych. Teraz role się odwróciły. Z osoby, która pomagała, stała się osobą potrzebującą pomocy. Taka zmiana może być trudna, frustrująca, a czasem także upokarzająca. Złość nie musi więc być złością na córkę. Może być złością na własną bezradność i utratę niezależności.
- Choroby neurologiczne, zwłaszcza w starszym wieku, mogą prowadzić do apatyczności, spowolnienia emocjonalnego czy zobojętnienia. W takich sytuacjach mniejsza ekspresja uczuć nie musi oznaczać braku emocji, wdzięczności czy przywiązania. Nie warto więc automatycznie interpretować zachowania seniora jako „złośliwości”, niewdzięczności czy cechy charakteru. Czasami za zachowaniem, które odbieramy jako chłodne lub obojętne, stoją zmiany wynikające z choroby.
- Honorata wybrała metodę „z narracją będzie lżej”. Być może dużo mówi do swojej mamy, wypełniając głosem kolejne czynności: „A teraz umyjemy lewą rękę, bo prawą już mamy czystą”. Tymczasem warto czasami powiedzieć po prostu: „A teraz jeszcze raz spłuczemy głowę”. Taki komunikat może pomóc osobie starszej zorientować się w sytuacji, której sama nie dostrzega lub której nie potrafi już w pełni śledzić. Jednocześnie warto uważać, by nie opisywać nadmiernie rzeczy oczywistych. Swoje ręce, podobnie jak galaretkę z truskawkami, człowiek ma przecież przed sobą. Nadmiar komentarzy może być odbierany jako sygnał traktowania go jak osoby bardziej bezradnej, niż jest w rzeczywistości. Czasami mniej słów znaczy więcej.
- Powodem, dla którego w codziennej komunikacji może brakować słowa „dziękuję”, bywa także utrwalony przez lata sposób myślenia o rodzinie i obowiązkach. Niektórzy ludzie mają silne przekonanie, że opieka ze strony najbliższych jest czymś oczywistym i należy się im z samego faktu bycia rodziną. To podejście może mieć również podłoże kulturowe. W różnych społeczeństwach istnieją odmienne wzorce dotyczące starości, samodzielności, wspólnego mieszkania i obowiązków dzieci wobec rodziców. Nie można jednak sprowadzać tych różnic do prostego podziału na „kraje skandynawskie” i „kraje azjatyckie”. W każdym społeczeństwie występują różne modele rodziny i opieki, a także zmieniają się one wraz z przemianami społecznymi. Najważniejsze jest to, że oczekiwanie wdzięczności i sposób jej wyrażania są również częścią rodzinnych nawyków i przekonań.
- W przytoczonej historii można dostrzec, że Honorata nie radzi sobie z brakiem wdzięczności, ponieważ być może nie przeszła jeszcze przez proces radykalnej akceptacji. Nie chodzi o pogodzenie się ze wszystkim ani o rezygnację z własnych potrzeb. Chodzi raczej o zmianę własnego nastawienia i zaakceptowanie tego, że mama może już nie reagować tak jak dawniej. Warto czasami zadać sobie pytanie: Co jest dla mnie ważniejsze? Czy to, że mama mówi: „Dziękuję bardzo, zjem sobie później”, a następnego dnia znajdujemy nieruszoną salaterkę? Czy może to, że nie mówi „dziękuję”, ale zjada deser z apetytem i widzimy, że naprawdę sprawił jej przyjemność? To nie jest łatwa zmiana myślenia. Ale może przynieść opiekunowi ogromną ulgę.
- Szukajmy znaków zastępczych. Fakt, że pani Elżbieta poszła obejrzeć papcie z przyszytymi przez Honoratę pomponami, jest doskonałym znakiem zastępczym. Nie powiedziała „dziękuję”. Ale chciała je założyć. Chciała zobaczyć się w nich w lustrze. Uśmiechnęła się. To też jest komunikat. Szukajmy właśnie takich znaków. W chorobie i starości wdzięczność nie zawsze przybiera formę słów. Czasami jest spojrzeniem, uśmiechem, gestem, zgodą na pomoc, zjedzonym deserem albo właśnie zainteresowaniem nowymi papciami. Nie martwmy się więc aż tak bardzo tym, że nie słyszymy „dziękuję”. Bo prawdziwa wdzięczność nie zawsze jest werbalna.
- Pani Honorata powinna sama sobie powiedzieć: dziękuję.
Za to, że jest.
Za to, że się stara.
Za cierpliwość, której czasami ma więcej, a czasami mniej.
A jeśli trudno powiedzieć to sobie samej – warto opowiedzieć swoją historię innym. Na przykład podczas spotkania z innymi opiekunami. Bo czasami najbardziej potrzebujemy usłyszeć nie „dziękuję” od osoby, którą się opiekujemy, lecz: „Widzę, ile robisz. To naprawdę dużo.” I może właśnie tego słowa – „dziękuję” – nie powinniśmy oczekiwać wyłącznie od naszych bliskich.
Czasami warto nauczyć się mówić je również samemu sobie.









